Prywatna czy publiczna szkola dla dziecka, zajęcia dodatkowe … czy warto?

Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, żeby było im łatwiej w życiu. Ale 'owczy pęd' rodziców nie będzie miał odwrotnego efektu? A może lepiej zainwestować w mieszkanie na przyszłość czy inne pasje dzieci.?

0
502
edukacja dzieci - szkola publiczna czy prywatna

Dzisiaj posiadanie dziecka to projekt, a w projekt się inwestuje, o projekt się dba i czeka na zwrot. 

dr Jan Czarzasty z Zakładu Socjologii Ekonomicznej SGH – link do wywiadu pod artykułem.

VS

Jeżeli ktoś myśli w takich kategoriach, to niech założy firmę, A nie robi sobie dziecko.

Komentarz Truskaww z artyłu (patrz źródło nr 1)

Poniewaz wrocilem do Polski, a dzieci w wieku szkolno-przedszkolnym, mialem mnostwo decyzji do podjecia. Chcialem mieszkac na przedmiesciach w domku jednorodzinnym (niekoniecznie wolnostojacym, co jest marzeniem wiekszosci). Wazne byly nastepujace priorytety:

  1. Blisko szkoła, zeby dzieci mogly same chodzic. (do 10 min. piechota)
  2. Sklep spozywczy, zeby za czesto auta nie ruszac (do 10 min. piechota)
  3. Sprawna komunikacja miejscka do centrum miasta (max. 20 min.)
  4. Osiedle domkow jednorodzinnych, najchetniej nowych, gdzie nie pali sie 'smieciuchami’
  5. Przyjemna okolica, infrastruktura typu apteki, przychodnie, itp. to bylby mily bonus.

Wiekszosc udalo mi sie zrealizowac. Zauwazylem jednak pewien trend. Nie jest tajemnica, ze szczegolnie w wiekszych aglomeracjach dzieci chodza do prywatnych szkol, na zajecia pozalekcyjne, itp.: rodzice sa 'taksowkarzami’. U mnie raczej tego nie ma, jedyna rzecza dodatkowa jest corki pianio (ale nie zmuszam jej). Jesli przestanie sie interesowac, to nie bede wozil. Zreszta to tylko 45 min. w poblizu, a poniewaz wykonuje prace zdalnie, w tym czasie spokojnie sobie pracuje.

W zyciu nie ide utarta sciezka. Prace dla korporacji zakonczylem na kilka lat przed 40tka. Gdybym mial lepszy start w zyciu, zrobilbym to duzo wczesniej. Niestety, nie bylem az tak odwazny, ale niczego nie zaluje, bo wszystko choc wolno, ukladalo sie jak tego chcialem. Wybiegam troche w przyszlosc i wydaje mi sie, ze widze rzeczy, ktorych inni nie widza. Wiekszosc bedzie pracowala lub kombinowala z wczesniejszymi emeryturami, rentami. Niektorzy wyjada zagranice, odloza sporo i zakopia w dylematach, co dalej? Zostac zagranica, wracac, itp. Ale wracajac do kwestii dzieci i ich edukacji.

Zaczalem miec watpliwosci, czy robie dobrze, czy moze nie daje dzieciom dobrego startu. Przeciez stac mnie na prywatna szkole, dodatkowe zajecia. Dlaczego wrocilem, jesli w UK dzieci nauczylyby sie angielskiego naturalnie w UK, wbrew opiniom uwazam, ze szkoly w UK sa dosc dobre. Sa w tyle jesli idzie o nauke pamieciowa, ale do przodu pod katem abstrakcyjnego myslenia, prezentacji, itp., a to drugie dla wiekszosci bedzie wazniejsza umiejetnoscia w przyszlosci.

Dla wielu ludzi to marzenie, zeby ich dziecko pieknie mowilo po angielsku, znalazlo dobrze platna prace, typu lekarz, prawnik. Nawet chcieliby wyslac dziecko zagranice, zeby tylko tam zrobilo kariere. Trosze to jak strzelenie sobie w stope, poniewaz bardzo ryzykuje sie wiezi rodzinne.

Po pierwsze rodzice powinni zadac sobie pytanie, co wybraliby dla dziecka. Czy zeby bylo szczesliwe, czy bogate z profesja, ktore sprawia, ze sens zycia ucieka. Typowy wyscig szczorow, gdzie im wiecej zarabiasz, tym wiecej wydajesz, nie masz czasu na pasje, hobby. Oczywiscie szczescie nie wyklucza bogactwa i tego fizycznego i duchowego. Aczkolwiek, jesli dziecko bedzie robilo cos z pasja przyjdzie to naturalnie.

Tutaj podkresle, ze np.: nie pisze, ze zajecia dodatkowe, szczegolnie jezykowe sa zle. Jak najbardziej, jesli kogos stac to powinien wyslac dziecko na zajecia z jezyka angielskiego. Aczkolwiek, troche ostudzilbym ambicje rodzicow. Czasy sie strasznie zmieniaja. Praca od 8-16 bedzie zanikac, nawet jesli dziecko taka ciepla posadke znajdzie w przyszlosci, raczej szybciej sie wypali niz zrobi kariere. Tak samo z zagranica. Ludzie ktorzy zarabiaja dla Polakow niewyobrazalne pieniadze w np.: Londynie raczej nie sa szczesliwi (bylo sporo artykulow o Londynskiej klasie sredniej na BBC i niewielu bylo zadowolonych ze stylu zycia). Czesto spedzaja oni od 2-4 godzin podrozujac do pracy. Szczegolnie Ci, ktorym rodzina sie powiekszyla i musieli szukac domow na przedmiesciach Londynu.

Dla moich dzieci widzialbym przyszlosc w pracy wirtualnej, elastycznej. Takiej jaka ja wykonuje, poniewaz jestem szczesliwy i naprawde widze duzo plusow, ktore zdecydowanie przewyzszaja minusy. Mozna mieszkac gdzie sie chce, w tanszym miejscu, przyjemniejszym. Bez korkow, przepychania, blizej natury. Jesli sie chce kultury i miejskiego zgielku to mozna wybrac miejsce spokojne, ale w poblizu dobrej komunikacji z centrum. Pracujac wirtualnie czesto nie trzeba wynajmowac biura, mozna zatrudnic tez 'tansza sile robocza’ (o ile wybralo sie relatywnie okolice o nizszych kosztach zycia i sredniej placy).

Moze tez lepiej samemu z dzieckiem spedzic troche czasu, zamiast wozic na pozalekcyjne zajecia. Jest mnostwo roznych darmowych samouczkow na YouTube. Zamiast wydawac na prywatna szkole, moze lepiej zainwestowac w mieszkanie, ktore zapewni lepszy start i pozwoli dziecku skupic sie na pasjach w przyszlosci. Zamiast ogladac Polska telewizje, moze lepiej zeby dziecko ogladalo programy anglojezyczne. Teraz Netflix, czy HBO daja takie mozliwosci. Z pieniedzmi bedzie tak jak z jajkami z hodowli kur. Jajka z tych klatkowych podobno nie sa tak dobre i nie smakuja tak dobrze jak od kurek, ktore znosza je w spokoju biegajac po trawce na wybiegu. Mysle, ze dostrzegacie ta wydaje mi sie trafna metafore. Pieniadze beda mialy inna, lepsza wartosc dla osoby, ktora zarobi je wykonujac prace z przyjemnoscia. Wyplata z pracy ktora sie nie lubi juz jest 'nasiaknieta’ negatywnymi emocjami. Ciezej takie pieniadze sie wydaje, oszczecza, podejmuje zle decyzje, a to tez ma posredni wplyw na stosunki i w rodzienie i z innymi.

Zanim wiec poslecie dziecko na kolejne zajecia dodatkowe postarajecie sie chwile zastanowic. Czy warto? Uwazam, ze powinno sie obserwowac dziecko i starac wykryc w nim pasje. Jest to artykul subiektywny, napisalem go po prostu na podstawie obserwacji zycia. Postanowilem go jednak napisac, poniewaz bardzo wierze w to co napisalem.

Reasumujac, nie napisalem, ze nie powinno puszczac sie dziecka do szkoly prywatnej i zajecia dodatkowe. Zachecilem tylko do refleksji i zastanowienia sie czy w kazdej sytuacji warto. Kazde dziecko tez jest inne, sytuacja rodzinna i finansowa tez. Jesli mialbym dobra prywatna szkole 'pod nosem’ to prawdopodobnie zdecydowalbym sie na nia. Poniewaz musialbym dzieci wozic, a w poblizu mam dobra publiczna podstawowke zdecydowalem sie na nia, a zaoszczedzony czas i pieniadze inwestuje dalej w dziecko, tylko troche inaczej.

Po prostu nie dajcie sie 'owczemu pedowi’. Ze jest presja spoleczenstwa na pewne sprawy, niekoniecznie sa one dobre dla Was i Waszego dziecka. Postarajcie sie stanac z boku, znajdzcie czas na chwile refleksji. Zwroccie wtedy uwage na cytat znanego inwestora, ktory nie tylko odnosi sie do inwestowanie w akcje, ale tez do zycia. Mowi to tym, ze warto miec swoje zdanie i nie robic slepo tego samego co otoczenie dookola:

„Sprzedawaj akcje, kiedy wszyscy sa w euforii, a kupuj, kiedy wszyscy sprzedaja i panuje strach”.

Najbardziej znany amerykanski inwestor – Warren Buffet

Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, żeby było im łatwiej w życiu. Ale czy 'owczy pęd’ rodziców nie będzie miał odwrotnego efektu? A może lepiej zainwestować w mieszkanie na przyszłość czy inne pasje dzieci niż w prywatną edukację i niekoniecznie pasjonujące zajęcia dodatkowe?

Inne ciekawe materiały na ten temat:

  1. Jak zepsuliśmy własne dzieci (wywiad M.Piatkowskiej z J. Czarzastym) http://wyborcza.pl/1,76842,17274083,Jak_zepsulismy_wlasne_dzieci.html